Kategorie
Polska

Miasto już bez ołówków, lecz z charakterem

Pierwsze promienie słońca z trudem przedzierały się poprzez niegrzeszące czystością okna przedziału wagonu II klasy Polskich Kolei Państwowych. Próbowałem ostrożnie rozciągnąć kości zesztywniałe po całonocnej podróży. Większość współtowarzyszy jeszcze spała z nogami wyciągniętymi między siedzeniami. Plecaki prócz półek bagażowych zalegały też na podłodze. Za oknami migały podmiejskie domostwa oraz budynki dworców, utrzymane w dworkowej stylistyce. Na peronach tłoczyły się grupy ludzi śpieszących do pracy. Gdy mijaliśmy długi biały mur z przejmującym napisem „Tędy przeszła Warszawa” wiedziałem, że podróż dobiega już kresu, pora wstać i zacząć przygotowania do wyjścia.

Dworzec kolejowy w stylu dworkowym
Mur i wieżyczka strażnicza niemieckiego obozu przejściowego, fot. Krzysztof Dudzik, lic. CC-BY-3.0

Ostatnie minuty powrotów z wyjazdów w góry w czasach studenckich często wyglądały właśnie tak, a pociąg, by dotrzeć do Warszawy, musiał przejechać przez Pruszków. Nie wiedziałem wtedy, że wkrótce zamieszkam w odległości 4 km od pruszkowskiego dworca, a miasto to będę odwiedzał w celu załatwienia spraw w urzędach, zrobienia zakupów, czy skorzystania z usług poziomu powiatowego. Podziomek pracowała w tym mieście przez kilkanaście lat, a młodsza córka uczęszczała do przedszkola. Mieliśmy możność na bieżąco obserwować, jakim zmianom ulegał jego krajobraz przez ostatnich 30 lat. Bo od lat 90-tych XX w., kiedy to Pruszków konkurował z Wołominem o miano stolicy przestępczości w Polsce, wiele się tu zmieniło. To ciągle jest tylko większy satelita Warszawy, ale z pewnością nie można go nazwać wyłącznie sypialnią stolicy. Pomimo że miastem jest dopiero od stu lat, ma całkiem bogatą historię i sporo miejsc godnych zobaczenia.

Komorów jest sąsiadem Pruszkowa i właściwie połowa możliwości wyjazdu z niego prowadzi przez Pruszków. Najbliżej mamy do pd-wsch. dzielnicy miasta, zwanej Ostoją. To takie sąsiedztwo, że często z jednej strony ulicy domy mają inny adres, niż z drugiej. Grunty w tej okolicy zostały rozparcelowane na działki budowlane jeszcze w latach 20-tych XX w., w nadziei na stworzenie kolejnego miasta ogrodu wzdłuż linii Elektrycznej Kolei Dojazdowej, prowadzącej do Warszawy. Do 1939 roku zabudowano nieco ponad 10% dostępnych działek. Nie można więc było odtrąbić sukcesu, ale z tych czasów pozostało sporo cieszących oko przedwojennych willi, uzupełnianych kolejnymi domami przez 50 powojennych lat. Ostatecznie, Ostoi nie da się określić planowanym mianem, co nie zmienia faktu, że jest to jedna z najbardziej zielonych i spokojnych dzielnic miasta. Niestety, z czasem budowano coraz większe domy na coraz mniejszych działkach. Pasmo szeregowców wzdłuż ulicy Ireny, choć inwestorem była spółdzielnia mieszkaniowa w latach 70-tych XX w., swoimi rozmiarami (ponad 150 m długości) i monotonią architektoniczną przypomina najjaskrawsze wyczyny obecnej zabudowy zagonowej. Na szczęście, 40-letnia zieleń, całkiem udanie skrywa już tę urbanistyczną porażkę pokolenia ojców naszych patodeweloperów.

Willa na Ostoi 1
Ta willa znajduje się poza Ostoją, ale zgodnie z poniższym planem mieściła się w granicach osiedla
Willa na Ostoi 2
Willa na Ostoi 3
Plan miasta ogrodu z przykładowymi domami. Co ciekawe, plan obejmuje także tereny na północ od linii EKD.
Zabudowa szeregowa z okresu późnego PRL-u 1
Zabudowa szeregowa z okresu późnego PRL-u 2
Dopiero na zdjęciu satelitarnym widać jej monstrualną skalę

Jeśli wybierze się drogę po drugiej, zachodniej stronie kolejki WKD, trzeba minąć schowany za ceglanym murem cmentarz żydowski. Mur długimi latami był wyszczerbiony, a miejscami niestabilny i nie stanowił przeszkody dla osób spragnionych degustacji mocniejszych trunków w otoczeniu żydowskich nagrobków. Kolejny remont okazał się jednak skuteczny i od dekady mur dostatecznie chroni spokój osób pochowanych na tej nekropolii. Stojący obok dom przedpogrzebowy został odrestaurowany w ramach projektu Polsko-Niemieckiej Wymiany Młodzieży, przez uczniów szkół budowlanych z Pruszkowa i Esslingen w RFN. Przez lata bieżącą opieką otaczali go przedstawiciele Zboru Zielonoświątkowców, których siedziba znajdowała się nieopodal. Cmentarz jest obecnie własnością Gminy Żydowskiej w Warszawie. Jego zwiedzanie wymaga dosyć skomplikowanych uzgodnień, ale osoby wyższego wzrostu, zerkając ponad murem, zdołają obejrzeć jego znaczną część. A jest co oglądać, bo to jeden z najlepiej zachowanych cmentarzy wyznawców judaizmu w okolicach Warszawy.

Widok z ponad muru na cmentarz żydowski
Dom przedpogrzebowy na cmentarzu

Według Sefer Pruszkow (Księgi Pamięci Pruszkowa), przed I Wojną Światową w Pruszkowie mieszkał chasydzki rebe. Do jego domu, na podwórku którego mieściła się bożnica, przybywali chasydzi z całego kraju, by modlić się, śpiewać i tańczyć. Ze względu na stan zdrowia chorej na astmę małżonki, której szkodził dym z pobliskich fabryk, świętobliwy mąż musiał się jednak wyprowadzić.

Co szkodziło jednym, pomagało drugim. Mowa, rzecz jasna, nie o dymie, lecz jego przyczynach. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, w wydaniu z roku 1888 wyliczał, jako działające w Pruszkowie: fabrykę odlewów żelaznych (Rudnickiego), fabrykę igieł, porcelany i fajansu, mydlarnię. W latach późniejszych przeniesiono tu z Warszawy warsztaty drogi żelaznej warszawsko-wiedeńskiej, powstała słynna fabryka ołówków Majewskiego, a już w latach 20-tych XX w. w pobliżu stacji kolejowej, z inicjatywy inżynierów polskich z Ameryki, powstała Fabryka Obrabiarek „Mechanicy”. Przemysł przyciągał robotników i specjalistów, nastąpił boom budowlany, którego potrzeby zaspokajały liczne cegielnie. W 1914 roku w mieście rozpoczęła działalność elektrownia, której klientami były początkowo głównie miejscowe przedsiębiorstwa.

Właścicielem majątku ziemskiego Pruszków został w 1892 roku hrabia Antoni Potulicki. Jako że pochodził z Wielkopolski, z systematycznością charakterystyczną dla tej części kraju postarał się, by rozwój społeczny nadążał za przemysłowym. Jego staraniem powstała w osadzie szkoła i czytelnia, ognisko Towarzystwa Gimnastycznego Sokół oraz Ochotnicza Straż Ogniowa. Z gruntów majątku wydzielił działki na budowę kościoła, a także cmentarza żydowskiego. Inni przemysłowcy starali się mu dorównać zaangażowaniem w działalność charytatywną. Oprócz inteligencji technicznej, po roku 1891, w związku z powstaniem Zakładu dla Obłąkanych w sąsiednich Tworkach, w życiu społecznym miasta coraz większą rolę odgrywali zatrudnieni tam lekarze. Niemcy, którzy w 1915 roku wyparli stąd Rosjan, zastali tu fascynujący, acz trudny do ogarnięcia, konglomerat osady fabrycznej, majątku dworskiego, miasteczka kolejarskiego w okolicach drogi żelaznej, miasteczka medycznego w Tworkach, czy tradycyjnych wsi gospodarskich, takich jak Żbików i Gąsin po północnej oraz Wyględówek po południowej stronie torów. Mieszkało tu już kilkanaście tysięcy ludzi, struktura społeczna była w pełni rozwinięta, a mieszkańcy przejawiali dużą aktywność społeczną. Władze okupacyjne połączyły więc wszystkie te twory w jeden administracyjny byt, któremu w 1916 roku nadały prawa miejskie.

Relikty zabudowy przemysłowej – fabryka ołówków Majewskiego
Architektura przemysłowa w wydaniu międzywojennym
Relikty zabudowy przemysłowej – fabryka ołówków Majewskiego
Relikty zabudowy przemysłowej – fabryka ołówków Majewskiego
Kamień upamiętniający 105 rocznicę nadania praw miejskich

Wydarzeniem, które było impulsem do rozwoju oraz na dekady zdeterminowało przyszłość miasta, była budowa kolei warszawsko-wiedeńskiej. 28 listopada 1844 roku dojechał do Pruszkowa pierwszy pociąg wiozący namiestnika Królestwa Polskiego i zaproszonych gości. Sprawność połączenia kolejowego ze stolicą spowodowała, że aż do lat 70-tych XX wieku nie istniała droga łącząca bezpośrednio oba miasta. Trzeba było wpierw dotrzeć do szosy poznańskiej lub katowickiej. Dlatego historyczną oś rozwoju miasta tworzy ciąg ulic między stacją kolejową, a przystankiem WKD. Przy nich i w ich pobliżu znajduje się większość historycznej zabudowy. Natomiast biegnąca poprzecznie Aleja Wojska Polskiego, to tylko obudowana blokami przelotówka. Jako miasto tak świeżej daty, Pruszków nie posiada rynku, czy centralnego placu. Kiedyś za punkt wyznaczający miejsce spotkań służył ustawiony na postumencie czołg z demobilu, ale po jego zasłużonym przeniesieniu na złomowisko trzeba było ćwiczyć inwencję poszukując zrozumiałych dla większości mieszkańców wyznaczników krajobrazu. Przez długi czas, zwłaszcza wśród młodszych mieszkańców, rolę taką pełnił centralnie ulokowany bar McDonald’sa.

Miejscowości, w których ulokowano szpitale dla nerwowo i psychicznie chorych, na ogół cieszą się wątpliwą reputacją. Osoby zachowujące się odmiennie od przyjętych norm, werbalnie się tam zsyła lub sugeruje, że właśnie stamtąd uciekły. Na Bogu ducha winnych mieszkańców, dla których lecznica jest często ważnym miejscem pracy, zerka się podejrzliwie, jakby chorobą psychiczną można się było zarazić. Fama Tworek, dzielnicy zdominowanej, zarówno funkcjonalnie jak i urbanistycznie, przez kompleks dawnego zakładu dla obłąkanych nie przeniosła się jednak na całe miasto. Tworki to całkiem miła dzielnica domków jednorodzinnych na przedpolu ponad pięćdziesięciohektarowego parku, w którym rozrzucone są szpitalne pawilony. Pochodzą one z dwóch okresów. Najstarsze – z czerwonej cegły – pobudowano w ostatniej dekadzie XIX wieku. Choć w Polsce tego rodzaju architekturę lubi się określać mianem koszarowej, pawilony tworkowskie, ze względu na urozmaicenie architektonicznie – wieże, uskoki, okapy, tarasy i balkony – trudno zbyć tym terminem. Natomiast pawilony zbudowane w latach 20-tych XX wieku zaprojektowano w stylu neoklasycznym, bądź modernistycznym. Ich ściany pokryte są szaroniebieskim tynkiem. Pełnią często funkcje administracyjne, bądź socjalne (klub pacjenta, niegdyś teatr). Co ciekawe, starsze pawilony wyglądają często lepiej, niż te młodsze, gdyż w ostatnich latach przeszły modernizację. Na wschodnich krańcach kompleksu mieści się cmentarz, na którym oprócz miejsc pochówku pacjentów i zasłużonych lekarzy jest też kwatera żołnierzy poległy we wrześniu 1939 roku. W narożniku południowo-zachodnim natomiast wznosi się kościół (pierwotnie cerkiew prawosławna) zaprojektowana w rzadko stosowanym w Polsce stylu ormiańskim. W kompleksie szpitalnym początkowo była też kaplica rzymskokatolicka, ale po przekazaniu katolikom dawnej cerkwi, została zamieniona w kolejny pawilon szpitalny. Wzdłuż ogrodzenia szpitalnego biegną tory kolejki WKD, a obecnie nieużywany w pierwotnej roli przystanek w stylu gołębnikowo-dworkowym, był jednym z trzech tylko murowanych na całej linii z Warszawy do Grodziska. Przystankowi w Pruszkowie aż do lat 70-tych XX wieku musiała wystarczyć malownicza, drewniana wiata.

Szpital w Tworkach – budynek dyrekcji
W tym budynku mieściła się niegdyś kaplica rzymskokatolicka
Dawna cerkiew w stylu ormiańskim
Dawny przystanek EKD
Budynek sklepiku w kompleksie szpitalnym
Jeden z większych pawilonów szpitalnych
Figura Archanioła Michała na ścianie jednego z budynków
Osiedle mieszkalne pracowników szpitala

Jednym z członków pierwszego zespołu lekarskiego szpitala w Tworkach był doktor Rafał Radziwiłłowicz. Jako sympatyk PPS-u doradzał on przetrzymywanemu w cytadeli warszawskiej Józefowi Piłsudskiemu, jak symulować obłęd. W efekcie przyszłego marszałka wysłano na leczenie do Petersburga, gdzie zorganizowano mu ucieczkę ze szpitala. Doktor Radziwiłłowicz był bratem Oktawii, żony Stefana Żeromskiego. Pisarz często odwiedzał go w Tworkach i podobno tu właśnie powstało kilka rozdziałów „Popiołów”. Szpital w Tworkach uniknął, jako jedyny w Polsce, masowej eksterminacji pacjentów podczas okupacji niemieckiej. Przypisuje się to poświęceniu oraz wysiłkom personelu szpitalnego. Jakiś w tym udział musiał chyba jednak mieć i komisaryczny zarządca niemiecki, o którym do dzisiaj krążą sprzeczne, zarówno dobre jak i złe, opinie. W Tworkach, w latach 1904-1923, pracowała pierwsza w Polsce kobieta psychiatra dr Wanda Wleklińska, prywatnie cioteczna prababka Podziomka. Ciekawe, że w przedwojennym Pruszkowie funkcjonowało też, aż do II Wojny Światowej, prywatne sanatorium psychiatryczne zatrudnionego w Tworkach dr Steffena. Istniejący do dzisiaj budynek na Wrzesinie mieścił następnie szpital, a obecnie, po wybudowaniu nowego gmachu, centrum dziennej opieki medycznej.

Wzdłuż kompleksu szpitalnego płynie rzeka Utrata. Z Tworek można udać się w dół jej biegu, przecinając kilka kompleksów parkowych. Wzmiankowany w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego (…), ale już nie istniejący, „piękny park prywatny założony na osuszonych błotach”, ma godnych następców, z których najstarszym i wpisanym do rejestru zabytków jest dawny park dworski Potulickich.

Jako że miasto po obydwu stronach torów różni się znacząco, dotyczy to też zagospodarowania doliny Utraty. Rzeka po północnej stronie linii kolejowej biegnie długimi, prostymi odcinkami przez zmiennej szerokości łąkę oddzielającą dzielnice Gąsin, po lewej i Żbików, po prawej stronie. Międzywojenna prasa donosiła o wielkiej niedogodności dla żbikowskich gospodarzy, których łąki wskutek regulacji rzeki znalazły się po gąsińskiej stronie. Spacer wzdłuż tego odcinka Utraty w celu innym, niż liczenie ptactwa wodnego, może być zajęciem nużącym. U jego końca czeka jednak widok na pruszkowskie góry, czyli gigantyczne wysypisko śmieci, podlegające w ostatnich latach rekultywacji. Wznosząc się ponad 30 metrów nad doliną rzeki, zamyka ono widok i symbolicznie, acz nie w administracyjnym znaczeniu słowa, wyznacza północną granicę miasta. W pobliżu jedyną konkurencją widokową jest wieża żbikowskiego kościoła, która uwzięła się, by naśladować wieże kościoła Mariackiego w Krakowie. Kościelna wieża i góry wysypiska, to jedyne elementy krajobrazu Pruszkowa widoczne z przebiegającej północnymi krańcami miasta autostrady A2. Pod warunkiem, że zbliżamy się do niego od strony Poznania. Jadąc od strony Warszawy, będziemy się musieli zadowolić widokiem na oczyszczalnię ścieków, położoną po drugiej stronie autostrady.

Uregulowana Utrata płynie w kierunku pruszkowskich gór.
Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP w Żbikowie
Zadbana plebania
A tu widok gór z innej perspektywy
Neoromańska absyda prezbiterium kościoła
Zapuszczony dawny dwór biskupów poznańskich
Musiał ustąpić miejsca obecnej świątyni

Kościół wzniesiono tuż przed wybuchem I Wojny Światowej. Gotyk małopolski jego wieży płynnie przechodzi w neoromański styl absydy zamykającej prezbiterium. Parafia żbikowska założona w pierwszej połowie XIII wieku jest starsza, niż którakolwiek z warszawskich. Obecna świątynia jest trzecią wzniesioną w tym miejscu. W przedwojennych opisach, oprócz uznania dla energii i pracy księży budowniczych znajdujemy, mniej lub bardziej zaakcentowany, żal, że aby wznieść nowy, rozebrano stary, niewielkich rozmiarów gotycki kościół, pochodzący z końca XV w. Wzniesiono go w osadzie przy folwarku biskupów poznańskich, w pobliżu dworu administratora. Natomiast rozwijająca się po północnej stronie torów kolejowych osada fabryczna, w XIX w. była zwana Żbikówkiem i dopiero po uzyskaniu praw miejskich przejęła poważniejszą nazwę wiejskiego sąsiada. Wracając od kościoła ulicą 3 Maja w stronę centrum Pruszkowa, można dostrzec gdzie Żbików przechodził w Żbikówek. Domki jednorodzinne zaczynają tam ustępować miejsca kamieniczkom, a wąskie przecznice biegną zastanawiająco blisko siebie. Podobnie zresztą wygląda siatka ulic po przeciwnej, południowej stronie torów. Czyżby było to kolejnym dowodem, że architektura zagonowa nie została wymyślona w naszym kraju dopiero po upadku komunizmu?

Centrum współczesnego Żbikowa wyznacza pomnik Tadeusza Kościuszki. To właściwie niewielkich rozmiarów popiersie, usadowione na niewysokiej kolumnie. Pomnik odsłonięto w 1917 roku, w stulecie śmierci przywódcy Insurekcji. Okupacyjnym władzom niemieckim zależało wówczas na zjednaniu sobie Polaków, więc podobne inicjatywy rozkwitły jak dawna Kongresówka długa i szeroka. Nierozłączną częścią upamiętnienia Naczelnika był początkowo kopiec usypany wysiłkiem społeczeństwa. Nie przewyższał wprawdzie rozmiarami pomnika, ale stanowił dla niego naturalne tło. Widać go na zdjęciach z okresu międzywojnia, ale znika z otoczenia w latach PRL-u. Powodem nie była ideologia – wszak Kościuszko był czczony jako, bez mała, protokomunista. Najpewniej władze nie chciały łożyć na jego konserwację, a dodatkowo uznano, że przeszkadza w ruchu pojazdów po coraz ruchliwszym skrzyżowaniu pięciu ulic. Przy tymże skrzyżowaniu wznosi się budynek z reklamą apteki i tablicą głoszącą, że w listopadzie 1918 roku do rozbrajania Niemców wyruszyli zeń członkowie POW. Cieszy, że budynek z taką historią się uchował, ale jeszcze większe wrażenie robi, że apteka funkcjonuje w nim od roku 1906, co w naszym, pozbawionym ciągłości instytucjonalnej kraju jest osiągnięciem nie do przecenienia. Tyle, że z powodu zawieszenia działalności w latach 2003-13 lokal apteczny pozbawiony został oryginalnego wyposażenia.

3 Maja – główna ulica Żbikowa
Pomnik i Kopiec Kościuszki w 1927 roku
Apteka żbikowska przed I Wojną Światową
Modernistyczna kamienica
Jedna z jej wąskich przecznic
I pozbawiony kopca – obecnie
Tablica pamiątkowa na aptece
Dobrze utrzymany ostaniec w otoczeniu znaczniejszych sąsiadów

O obliczu Żbikowa decydowały zakłady przemysłowe: elektrownia i warsztaty kolejowe. Ta pierwsza, widoczna doskonale z dworca kolejowego, to ciekawy konglomerat architektury przemysłowej sprzed lat 110, 90 i 60. To także rzadki, poza Warszawą, przykład realizacji przez żołnierzy AK akcji Burza. Na wieść o wybuchu powstania warszawskiego kilkunastu konspiratorów zatrudnionych w elektrowni zaatakowało i zajęło wartownię obsadzoną przez równie nieliczną niemiecką załogę. Już po 2 godzinach została ona odbita, ale strzelanina trwała do rana, kiedy po ukryciu broni, akowcy wmieszali się w tłum wychodzących z nocnej zmiany robotników. Dyrektor zakładu przekonał Niemców, że napastnicy nie należeli do załogi, toteż ostatecznie zidentyfikowali oni i rozstrzelali tylko jednego żołnierza AK. W halach warsztatów kolejowych w sierpniu 1944 roku Niemcy zorganizowali natomiast obóz przejściowy (Durchganglager) dla cywilnej ludności Warszawy wygnanej ze stolicy podczas walk i po upadku powstania. Szacowana na 400 tysięcy liczba osób, które przewinęły się przez ten obiekt, uzasadnia twierdzenie o przejściu Warszawy przez tę część Pruszkowa. Obecnie ma tu siedzibę muzeum upamiętniające te tragiczne dni, ale też prowadzące najciekawszą stronę www, dotyczącą historii miasta.

Elektrownia pruszkowska
Modernistyczne skrzydło elektrowni
Tablica upamiętniająca powstańczy epizod Pruszkowa
Odnowiony budynek bramny warsztatów kolejowych – obecnie Muzeum Dulag 121
Dyrekcja warsztatów mieściła się w tym, pałacopodobnym gmachu
Nie każdy budynek kompleksu miał tyle szczęścia
Niestety, obecnie budynek popada w ruinę, chociaż wieża ciągle wyrasta ponad krajobraz Żbikowa

Każdego razu, gdy jadę przez Żbików do autostrady, przed oczami staje mi zdjęcie prapradziadków Podziomka w linii matczynej, ujętych przez fotografa przed swoim domem w Żbikowie. Gdy dzielono dawny folwark biskupi, wyodrębniono zeń 22 tzw. kolonie, które następnie dzielono na mniejsze działki. W 1910 roku rodzina weszła w posiadanie trzech z nich w kolonii Włodarczyk, na których postawiono drewniany dom. Rok później seniorzy rodu zostali uwiecznieni wraz z córką i dwoma synami (w tym Edmundem, pradziadkiem mej połowicy) oraz ich małżonkami i dziećmi. Na fotografii znalazł się nawet mały, kudłaty piesek, pewnie ulubieniec praprababci. Jego obecność potwierdza zresztą przypuszczenie, że zdjęcie wykonano przed domem. W owych czasach nikt nie ciągałby ze sobą zwierzęcia do atelier w mieście. Rodzina została upozowana: prapradziadkowie siedzą, a reszta zgromadzonych stoi. Z ich twarzy emanuje powaga i satysfakcja. Prapradziadek, po długiej i owocnej karierze sędziego, osiągnął status posesjonata, dzieci otrzymały solidne wykształcenie i się usamodzielniły. Córka – lekarz psychiatra, synowie – architekt w Petersburgu i prawnik idący w ślady ojca. Założyli rodziny, doczekali się dzieci. Przyszłość wydawała się ścielić pod ich stopami. Tymczasem, wkrótce wojna rozproszyła ich po świecie. Ich osobiste związki nie zawsze wytrzymały tę próbę. Powojenny okres pauperyzacji i epidemii spowodował, że większość z uwiecznionych rozstała się z tym światem przedwcześnie. Co za bolesna lekcja pokory, w zderzeniu planów ludzkich z wichrami historii!

Żbikowscy przodkowie Podziomka

Za torami rozpościera się już centrum Pruszkowa. To ta lepsza, zasobniejsza, część miasta. Ulice są szersze, domy wyższe, a wybór sklepów i usług znacząco większy. Podążając biegnącą od dworca kolejowego ulicą Kościuszki, po prawej stronie znajdziemy kolejny park, a w nim pałac Sokoła. To gimnastyczne stowarzyszenie gospodarowało w nim tylko 15 lat w okresie międzywojennym, ale że prowadziło tu kino oraz rozmaite zajęcia dla mieszkańców miasta, zostało upamiętnione w nazwie obiektu. Obecnie pruszkowianie kojarzą budynek z mieszcząca się w nim szkołą muzyczną, w której edukację pobierała też starsza z naszych córek. Niesłychanie urozmaicony architektonicznie pałacyk powstał w 1876 roku jako prywatna posiadłość letniskowa. Tak, zanim Pruszkowem zawładnął przemysł, widziano w nim potencjał wypoczynkowo-turystyczny. Na początku XX w. postrzegano go jeszcze jako punkt przesiadkowy dla mieszczuchów spragnionych odpoczynku w Komorowie, którzy z dworca mogli kontynuować podróż tramwajem konnym. W pobliżu przystanku WKD biegnie też niewielka uliczka Letniskowa.

Ulica Kościuszki dociera do kolejnego z pruszkowskich pałaców, za zasługi popularnego hrabiego zwanego pałacem Potulickich. Jest on starszy od poprzedniego, gdyż zbudowano go jeszcze w latach 20-tych XIX w. Projekt wyszedł spod ręki samego Chrystiana Piotra Aignera. Hrabia Potulicki wszedł w jego posiadanie wraz z ożenkiem z wywodzącą się z bankierskiej rodziny Jadwigą Wołowską. Dzisiaj w pałacyku mieści się urząd stanu cywilnego, zaś w zwieńczonej smukłą wieżyczką wozowni/oranżerii – Muzeum Starożytnego Hutnictwa, które ze względu na specjalizację prowadzi działalność niejako na uboczu życia miasta.

Pałacyk Sokola od frontu
Ulica Kościuszki – budynki są tu większe niż po drugiej stronie torów
Stara i nowa zabudowa ul. Prusa
Pałac Potulickich od frontu
Szwajcarska fasada budynku stajni – obecnie Muzeum Starożytnego Hutnictwa
I od ogrodu
W Pruszkowie zachowało się wiele przedwojennych, kratownicowych słupów ulicznych – ten stoi na ul. Prusa
O od ogrodu
Staw w Parku Potulickich

Budowa drugiego z wielkich kościołów pruszkowskich, pod wezwaniem św. Kazimierza, rozpoczęła się równo z budową kościoła żbikowskiego, ale inwestycję kończono na raty. Nawę wzniesiono jeszcze przed przed 1914 rokiem, wieże w latach dwudziestych, prezbiterium 10 lat później, a wyniosłe zwieńczenie wież dopiero po 70 latach od rozpoczęcia budowy. W środku ciekawe są witraże ufundowane przez przedstawicieli różnych grup zawodowych i społecznych, a nad wejściem głównym – modernistyczna płaskorzeźba przedstawiająca patrona. Ponad wszystko, kościół perfekcyjnie porządkuje przestrzeń tej części miasta, a jego wieże stanowią najlepszy punkt orientacyjny w okolicy.

Za torami WKD, na terenie dawnego Wyględówka, prócz mało inspirującego blokowiska z lat siedemdziesiątych XX w. znajduje się jeden z wizualnie najbardziej intrygujących obiektów Pruszkowa. Niczym przedpotopowy potwór rzucony na nadutrackie błonia, rozłożył się tam kryty welodrom. Wrażenie zwiększa spiczasty grzbiet wieńczący obły, spadający prawie do samej ziemi, dach. Obiekt zbudowany na mistrzostwa świata w kolarstwie torowym, jest za drogi w utrzymaniu, jak na możliwości Polskiego Związku Kolarskiego. Regularnie pojawiają się więc pogłoski, już to o bankructwie związku, już to możliwej rujnacji toru, wobec niedostatecznych wysiłków na rzecz jego utrzymania. Póki co, ciągle zdobi panoramę miasta nie mniej, niż kościoły i pałace.

Kościół św. Kazimierza
Kryty welodrom pruszkowski
Płaskorzeźba patrona nad głównym wejściem
Zabudowa ulicy Kościelnej
Welodrom widziany od łąk nad Utratą

Bliskość Warszawy nie wpływa stymulująco na rozwój usług gastronomicznych w Pruszkowie. Pizza, kebab i burger to dania, które najłatwiej tu zamówić. Co nie oznacza, że złaknieni bardziej subtelnych uciech kulinarnych nie mają tu czego szukać. Kuchnia włoska reprezentowana jest w całej palecie, jako że restaurację prowadzi tu prawdziwy Włoch. Ciekawostką jest, że pod wspólną nazwą działają dwa lokale o tym samym adresie. Powoduje to nieco zamieszania, zwłaszcza przy telefonicznej rezerwacji miejsc. Z kolei, w poindustrialnym otoczeniu dawnej fabryki ołówków działa lokal o przestylizowanej nazwie, ale ciekawej kuchni w odmianie fusion. Na kawę chodzimy najczęściej do sieciówki o pomorskich korzeniach i ornitologicznej nazwie. Co większe cukiernie też są zresztą wyposażone w ekspres do kawy.

Pruszków, jak każde miasto nie zniszczone przez wojny i klęski żywiołowe, rozwijał się drogą ewolucji. Dlatego można w nim znaleźć budynki i ulice powstałe w najróżniejszych okresach i najrozmaitszych stylach. Świadczą one o różnych koncepcjach i fazach rozwoju. Mamy więc świadków okresu rolniczo-dworskiego, letniskowego, industrialnego, czy PRL-owskiej urbanizacji. Obecnie miasto weszło w etap podwarszawskiej sypialni, ale też, jak wyrażało to motto poprzedniej ekipy rządzącej Pruszkowem, „miasta sportu”. Ciekawe, czy pruszkowskie góry zostaną kiedyś przystosowane do funkcji punktu widokowego i ośrodka narciarskiego? Byłby to kolejny przykład niesłychanych zdolności przystosowawczych miasta – kameleona, którego mieszkańcy bezbłędnie definiują i korzystają z możliwości, przynoszonych przez historię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *